Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2015

Sowa mądra głowa

Moje ostanie nocne robótki, to wycinanie elementów do kartek. Strasznie to długo schodzi więc zajmuje mi to dość dużo czasu. Ostatniej nocy wycinałam m.in sówki. Lubię takie moje nocne robótki :) Cisza, spokój, ulubione radio, ciepła herbatka i głowa pełna pomysłów :) Lubię takie nocne sowie życie :)


Z wycinanek zrobiłam takie oto sówki :)


Przy okazji przypomniał mi się wiesz Jana Brzechwy, "Sowa"  który bardzo lubię :)
Na południe od Rogowa
Mieszka w leśnej dziupli sowa,
Która całą noc, do rana,
Tkwi nad książką, zaczytana.
Nie podoba się to sroce:
"Pani czyta całe noce,
Zamiast się pokrzepić drzemką,
Pani czyta wciąż po ciemku.
Czyta się, gdy światło świeci,
To zły przykład jest dla dzieci!"


Dzięcioł, znany weterynarz,
Rzekł: "Ty sobie źle poczynasz,
To niezdrowo, daję słowo,
To niezdrowo, moja sowo,
Dawno przecież zapadł zmrok,
Strasznie sobie psujesz wzrok,
Jak oślepniesz - będzie bieda,
Nikt ci nowych oczu nie da,
Nie pomoże i poradnia,
Czytać chcesz, to czytaj za dnia!"...


Ja jestem typem wieczornym czyli sową, dlatego uwielbiam siedzieć po nocach :)
Skowronek czy sowa: jak żyć w zgodzie z własnym rytmem? Więcej informacji znajdziesz TUTAJ
U mnie wszystko się zgadza :) jestem  typem wieczornym, czyli sową:
Południe jest dla mnie idealną porą, aby wstać z łóżka.
Pobudka wcześnie rano bez budzika jest niemożliwa.
Nie potrzebuję jeść śniadania.
Pierwsza myśl o poranku: kawa.
Około 16 zaczynasz czuć się w pełni sił.
Godzina 21-22 to idealna pora na rozpoczęcie pracy.
Zarwana noc nie jest tragedią.
Wykazujesz się sporą elastycznością, jeśli chodzi o godziny kładzenia się spać i wstawania.
Lubisz długo leniuchować w łóżku.
Gdy tylko masz taką możliwość, śpisz dłużej niż zwykle.
Jakim Ty jesteś typem możesz sprawdzić po wypełnieniu TEGO quizu
Miłej zabawy :)

czwartek, 15 stycznia 2015

Zima w Irlandii

W minionym tygodniu  na dwa dni do Irlandii przyszła zima, spadł śnieg który trzymał się ponad 12 godzin co w Irlandii jest ewenementem.


Samochody były przypruszone białym puchem a szyby były zamarznięte.
Irlandczycy nie są przyzwyczajeni do takiej zimy, dlatego nikt tutaj opon nie zmienia na zimowe. Na drogach pojawiły się więc korki a szkoły zostały zamknięte.


Widoki były piękne więc przez chwilę poczułam się jak w Polsce.


Dzisiaj po śniegu nie ma już śladu :( pozostały więc tylko zdjęcia i wspomnienia :)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Niebieskie pierogi czyli Festiwal Pierogòw

W miniony weekend na Małym Rynku w Krakowie odbywał sie Festiwal Pierogòw.  Można było skosztować pierogòw w ròżnych smakach poczynając od tradycyjnych ruskich czy z mięsem po unikalne smaki takie jak mięso z lawendą czy czekolada z bananem.


Opròcz wyszukanych smakòw pierogi miały też oryginalne kolory. Zielone były ze szpinakiem, pomarańczowe z brzoskwinią, brązowe z czekoladą i niebieskie moje ulubione z pieczarkami i serem blue.


Dla mnie niebieskie pierogi powinny wygrać bo smakowały wyjątkowo a do tego pięknie wyglądały :)


Ostatecznie publiczność zadecydowała że zwyciężyły pierogi z dziczyzną a drugie miejsce zajęły pierogi meksykańskie.

sobota, 20 kwietnia 2013

Imieniny Agnieszki i prezenty :)

Dzisiaj 20 kwietnia imieniny obchodzą Agnieszki, których patronką jest
Agnieszka z Montepulciano - dziewica i święta Kościoła katolickiego. Najpopularniejszą data imienin Agnieszki jest data 21 stycznia której patronką jest świeta Agnieszka Rzymianka o której pisałam tutaj.
Wszystkim dzisiejszym solenizantkom, które obchodzą dzisiaj swoje święto przesyłam najserdeczniejsze życzenia i wirtualny słodki bukiet :)


Agnieszka urodziła się w toskańskim Gracciano Vecchio, w szlacheckiej rodzinie Lorenza i Marii Segni. Jak głosi jedna z legend jej narodziny poprzedziło unoszące się w powietrzu światło, otaczające rodzinny dom.  Już od samego dzieciństwa Agnieszka odznaczała się niezwykłą pobożnością, po ukończeniu sześć lat prosiła rodziców, aby pozwolili jej wstąpić do klasztoru. Nie chcieli się na to zgodzić. Dopiero niezwykłe wydarzenie skłoniło ich do oddania 9-letniej córki do szkoły klasztornej. Tym wydarzeniem był atak kruków, które nadleciały do dziewczynki znad domu schadzek w Montepulciano. Agnieszka miała wtedy zapowiedzieć, że w tym miejscu powstanie kiedyś klasztor.Gdy miała więć dziewięć lat została oddana na wychowanie do klasztoru franciszkańskiego del Sacco, a już w wieku czternastu lat została zakonnicą. W wieku piętnastu lat, wraz z grupą zakonnic, przeniosła się ze swoją kierowniczką duchową, ksienią Proceno, do klasztoru leżącego nieopodal Viterbo. Po uzyskaniu specjalnego zezwolenia od papieża Mikołaja IV została ksienią. Wtedy też miała się delikatnie posypać na nią i zgromadzone siostry manna w postaci małych białych krzyży. W 1306 roku powróciła do Montepulciano, aby założyć klasztor w tym samym miejscu, gdzie niegdyś istniał dom schadzek. Początkowo oparty na regule św. Augustyna, później św. Dominika. W Santa Maria Novella sprawowała funkcję przeoryszy aż do końca swych dni.
Św. Agnieszka wyznawała szczególne nabożeństwo do Dzieciątka Jezus i Matki Bożej. Kiedy miała piętnaście lat często unosiła się w głębokiej ekstazie w czasie modlitwy, nawet na dwa metry nad ziemią. Miała liczne wizje, podczas jednej z nich Matka Boża podała jej Dzieciątko Jezus, a gdy musiała się z nim pożegnać znalazła na kolanach mały złoty krzyżyk, z którym się nigdy nie rozstawała. Bardzo dużo pościła, przez piętnaście lat żyła jedynie o chlebie i wodzie.
 Zmarła 20 kwietnia 1317 roku  w rodzinnym mieście w otoczeniu sióstr zakonnych.
 Ciało św. Agnieszki przez ponad 300 lat pozostawało nienaruszone, później umieszczono jej doczesne szczątki w woskowej figurze, pozostawiając na widoku tylko jej ręce i stopy, z których wypływał pachnący olejek.
10 grudnia 1726 roku została kanonizowana przez papieża Benedykta XIII.
Jej wspomnienie liturgiczne w Kościele katolickim obchodzone jest w dniu jej śmierci czyli 20 kwietnia.
W ikonografii św. Agnieszka przedstawiana jest najczęściej z lilią w prawej ręce, a w lewej ręce trzymającą założony przez siebie klasztor.
Jej atrybutami są krzyż i róże na stopach, czasami owieczka, lilią i księga.
Mam nadzieję, że kiedyś wybiorę się jeszcze do Włoch i odwiedzę Montepulciano, miasteczko mojej patronki :)

Dzisiaj również i ja obchodzę imieniny :) Moimi przyjaciele nie zapomnieli o mnie i dostałam całe móstwo cudnych prezentów za które serdecznie dziękuję :)
A teraz się Wam trochę pochwalę :) jakie wspaniałości dostałam :)
Od Piotra :)

Drzewko bonsai, które mam nadzieje mi przetrwa, kilka lat temu miałam cztery drzewka bonsai, które pieknie mi rosły aż pewnego dnia wszystkie mi uschły :(


Zestaw ręcznie robionych kosmetyków, ta buźka to super krem do ciała w kostce :)


Małe słodkie co nieco :) z irlandzkiego tradycjnego sklepu ze słodyczami


czyli imbir w czekoladzie, nie brzmi może smacznie ale jest pyszny :)


karteczka zaprojektowana przez Piotra :)


a zamiast wina dostałam butelkę soku Monavie, sok ten miałam już okazje kiedyś wypróbować bo Gosia pracuje dla tej firmy :)


Sok ma ponoć wiele, zdrowotnych właściwości :)

Od Anety i Darka podczas mojego pobytu w Krakowie dostałam przecudny zestaw miłosnych papierków :) i dwie taśmy ozodbne z serduszkami i grzybkami :)


oraz kolczyki i wisorek, które specjalnie dla mnie zrobiła Aneta z kamienia lapis lazuli, o prześlicznym niebieskim kolrze :)


Od jakiegość czasu kolekcjonuje magnesy z różnych miejsc w których byłam, więc od Anety dostałam również magnes ze Szczawnicy w której kilka lat temu wspólnie spędziłyśmy cudowny weekend :) i do którego wracam z sentymentem :)


Monika z Rafałem i małym Adasiem obdarowli mnie książką o decoupage :) oraz wedlowskim ptasim mleczkiem, które nie doczekało sie zdjęcia ;)


A od Agi z Tomkiem i ich dzieciaczków dostałam książkę i ebooka Joanny Chmielewskiej "Wszystko Czerwone"


Dostałam również płytke i książeczkę od Asi ale zapomniałam zrobić zdjęcia :(
Bardzo dziękuje Wszystkim za pamięć i piekne prezenty, ja to jestem szczęściara a Wy moi drodzy mnie rozpieszczacie, obdarowując tymi wspaniałościami :)
Bardzo dziękuję :) i gorąco pozdrawiam :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Święty Mikołaj

6 grudnia odkąd pamiętam zawsze przychodził do mnie święty Mikołaj :) W czasach dzieciństwa wspólnie z bratem każdego roku wyglądaliśmy tego zacnego gościa. Czasem udawało nam się go spotkać w twarzą w twarz, często jednak przychodził do nas w nocy, pozostawiając prezenty pod poduszką.


Św. Mikołaj urodził się ok. 270 roku w Patras w Grecji.  Był jedynym dzieckiem zamożnych rodziców, uproszonym ich gorącymi modłami. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców swoim znacznym majątkiem chętnie dzielił się z potrzebującymi. Zasłynął jako człowiek o dobrym sercu, zadziwiał swoją serdecznością i życzliwością wobec innych, zwłaszcza ludzi biednych i schorowanych. Legendy głoszą, że otrzymał spory majątek po rodzicach, którym podzielił się z ubogimi. Był człowiekiem pobożnym i miłosiernym. Został biskupem Miry z woli mieszkańców tego miasta. Zmarł w połowie IV wieku. Po jego śmierci  oddawano mu cześć. W czasach gdy Arabowie opanowali miasto, włoskim kupcom udało się wykraść relikwie zmarłego biskupa i przewieźć do Barii we Włoszech. Nie brakuje legend o szlachetnych czynach biskupa Mikołaja. Jedna z nich głosi, iż za jego wstawiennictwem wypuszczono z niewoli trzech oficerów niesprawiedliwie więzionych. Druga legenda mówi o trzech młodych chłopcach, którym ocalił życie od wyroku śmierci. Wybawił także kilku żeglarzy z katastrofy morskiej. Znana jest również opowieść o tym, jak Św. Mikołaj zachował się na wieść o tym, że pewien nędzarz sprzedał swoje trzy córki do domu publicznego. W nocy, przez komin wrzucił worki z pieniędzmi, by je wykupić. Sakiewki wpadły do pończoch i butów, które suszyły się przy kominku. Stąd też zrodził się zwyczaj wieszania skarpet na prezenty, przy kominkach w okresie Bożego Narodzenia. Święty Mikołaj zasłynął jako biskup potrzebujących. Biednym ofiarował pomoc materialną, a pokrzywdzonym wsparcie duchowe. 6 grudnia Kościół Katolicki wspomina Św. Mikołaja biskupa z Miry, jest on czczony jako patron rybaków, marynarzy, dzieci, panien i więźniów. W Kościele Prawosławnym Św. Mikołaj jest najbardziej czczoną postacią spośród wszystkich świętych, patronuje Grecji, Albanii i Rosji.

W tym roku również przyszedł do mnie święty Mikołaj i na mojej poduszce zostawił duży prezent :)


Mikołaj dobrze, wiedział jaki prezent mi przynieść, po rozpakowaniu prezentu jego zawartość była dla mnie wielką niespodzianką. Dostałam lampę do prac artystycznych z lupą powiększającą :)


 oraz zestaw plastyczny skladający się z 51 elementów.


Świętego Mikołaja w okresie przedświątecznym można spotkać również w Wiosce Świętego Mikołaja podczas Winterval, czyli festiwalu zimowego w Waterford. Wybraliśmy się, tam w miniony weekend wspólnie z 5-letnią Emilką córką Marty, która w tym czasie była na markecie ze swoimi cudnymi kieliszkami, broszkami itp. oraz moimi świeczkami :) W rolę świętego Mikołaja wcielił się wspaniały człowiek Krzysztof Wiśniewski,  który wraz ze swoją żoną Iwą oraz Bartoszem Zdrojowy i Anną Lesisz stworzyli to atrakcyjne miejsce związane z polską tradycj obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia.

W wiosce świętego Mikołaja Irlandczycy mogą poznać tradycje Polskiego Bożego Narodzenia.


Można zobaczyć tam tradycyjnie udekorowany stół  do Wigilii a także skosztować pierogów i barszczyku

Dużą atrakcją dla małych i dużych są warsztaty pieczenia pierników, które prowadzi Iwa. Piękny piernikowy zapach przyciąga ulicznych przechodniów. W wiosce Mikołaja każdy może stworzyć własne pierniczki, wycinając przeróżne kształty ciasteczek i ozdabiając je kolorowym lukrem według swojego uznania.


Emilka upiekła i ozdobiła prześliczne pierniczki dla swojej mamy :)


W przepięknej bajkowej scenografii, na drewnianych sankach dzieci i dorośli mogą oglądnąć znanego Koziołka Matołka 


Podczas Winterval, czyli festiwalu zimowego w Waterford można zobaczyć też wiele innych atrakcji. Jedną z największych atrakcji tego festiwalu jest niezwykły pokaz świateł na budynku The Deanery przy protestanckiej katedrze.


Piękne kolory, świąteczna muzyka ukazują magiczną atmosferę świąt


Kilka razy i ja ubrana byłam w stój świętego Mikołaja ;) pierwszy raz kilkanaście lat temu, kiedy mój młodszy,  kilku letni brat czekał na tego świętego. Ostatnio byłam również Mikołajką podczas warsztatów Mikołajkowych z MyCork Artystycznie o  których pisałam tutaj


W niedzielę 9 grudnia święty Mikołaj zaproszony przez Stowarzyszenie MyCok odwiedził grzeczne dzieci w Cork w salce przy Kościele Św. Augustyna i obdarował ich słodkimi prezentami.
I mnie spotkało wielkie szczęście, bo mogłam usiąść świętemu na kolanach jak za dawnych lat :)


Z racji swoich dobrych uczynków popularność tego świętego przetrwała do dzisiaj, co roku ludzie przebierają się na jego cześć, by móc obdarować prezentami najbliższych, a zwłaszcza dzieci. 
Oby ta tradycja tkwiła w nas, jak najdłużej, bo nie ma nic piękniejszego, niż sprawianie radości i niespodzianek drugiemu człowiekowi.

środa, 30 listopada 2011

7 lat w Irlandii

Dokładnie dzisiaj mija 7 lat kiedy wyjechałam do Irlandii. 30 listopada 2004 roku wraz z przyjaciółką Asią, Kingą i jej koleżanką wczesnym rankiem znalazłyśmy się na lotnisku w Krakowie.

pożegnanie na lotnisku w Krakowie

Razem z Kingą i jej koleżanką leciałyśmy do Londynu Stansted.
To był mój pierwszy lot samolotem i do końca nie zdawałam sobie sprawy z wymogów lini lotniczych i ograniczeniach bagażu. Miałam ze sobą dużą torbę, torbę podręczną która wyglądała jak duża torba i plecak. Jechałam w końcu na półroczny lub roczny wyjazd do Irlandii, takie miałam założenia. Na lotnisku otoczona przyjaciółmi nie do końca zdawałam sobie sprawę że jadę do innego kraju, gdzie wszystko jest nowe i nieznane. Kinga z koleżanką jechała do swojej siostry w Anglii, gdzie chciały podjąć pracę i podreperować swój budżet. Ja jechałam do Irlandii gdzie miałam tylko 2 bliskie osoby brata i wieloletniego przyjaciela. W Londynie rozstałam się z dziewczynami i kilka godzin czekałam na swój lot do Cork. Wtedy poczułam pustkę i strach uświadamiając sobie że to nie jest tak jak mi się wydawało.
Siedząc kilka godzin na lotnisku przerażała mnie perspektywa braku znajomości języka i obcy nieznany kraj. Do tego doszedł strach o bagaż bo zostały mi 2 podręczne bagaże a można było mieć tylko jeden. Pamiętam, polską parę która dosiadła się koło mnie czekając też na swój samolot i rozmowy, że rygorystycznie przestrzegają wymogów bagaży. Przestraszona spakowałam wszystko z plecaka do dużej torby a plecak wyrzuciłam do kosza. Teraz miałam już jedna torbę za to dużą. Odprawa przeszłam bez problemu nikt nawet nie popatrzył na mój bagaż, podczas kontroli osobistej musiałam tylko pokazać parasolkę i sama już szukając bramki trafiłam do swojego samolotu. W Cork wylądowałam oko godziny 19.00 było już ciemno, jadąc z lotniska położonego na wzgórzu do swojego miejsca zamieszkania widziałam mnóstwo światełek pobliskiego miasteczka.

tak teraz wygląda stary terminal lotniska w Cork

Wchodząc do nowego lokum, uświadomiłam sobie co ja tu robię, było mi smutno i tęskno, rozpłakałam się i chciałam wracać do swojego Krakowa.
Długo w Cork nie mogłam znaleźć swojego miejsca, Cork mi się nie podobał, wszystko wydawało mi się takie stare i zniszczone inaczej sobie wyobrażałam zagranicę. Tęskniłam za przyjaciółmi i normalnym życiem, moja znajomość angielskiego okazała się zerowa i to było dla mnie bardzo trudne. Pamiętam jak wybierając się do sklepu po zakupy kupowałam w Tesco produkty szukając po obrazkach. Raz chciałam kupić sos grzybowy w torebce i szukałam opakowania z grzybami, znalazłam zadowolona ale okazało się, że to wcale nie był sos grzybowy ;)
Uczyłam się mozolnie różnych słówek z życia codziennego. W grudniu zachorowałam i choroba długo mnie trzymała w mieszkaniu było zimno, ogrzewania praktycznie nie było i choć na zewnątrz było najwyżej 10 stopni w domu było prawie tyle samo. W domu chodziłam ubrana w golf, sweter i w szlafrok. Chorowałam ponad miesiąc nawet tuż przed świętami 22 grudnia byłam u lekarza z którym porozumiewałam się za pomocą słownika. Moje imię pan doktor napisał tak: Agnizszlu, nazwisko tez było całkiem przekręcone.
Pierwsze święta były skromne, wigilia spędzona z bratem i przyjacielem. Mieliśmy tylko barszcz czerwony z uszkami, które były z pieczarkami bo grzybów tu nie było i pierogi które robiłam sama pierwszy raz. Był tylko jeden rosyjski sklep w którym dostępne było kilka polskich produktów takich jak kapusta kiszona, ogórki itp.


Tęskniłam za przyjaciółmi, wychodząc codziennie do sklepu, po drodze wstępowałam do kafejek internetowych, gdzie można było tanio zadzwonić, siedziałam godzinę w budce telefonicznej i za 2 euro dzwoniłam do bliskich. Dawało mi to siłę i nadzieję oraz poczucie bliskości mimo tysięcy kilometrów. Widziałam wszystko na bieżąco co u nich się dzieje i oni wiedzieli co u mnie.
Dziś pomimo dostępności internetu, skypa, gg, kontakt ten stał się bardziej sporadyczny, czego bardzo żałuję, każdy ma już swoje sprawy. W końcu nie ma mnie już tyle lat a co 3 miesiące i tak jestem w Polsce.

jedna z ulic w Cork

Przez te 7 lat dużo się zmieniło, w Cork też jest łatwiej mamy kilka polskich sklepów, polską księgarnię, polskiego księdza i polskie msze. Mam w domu polską telewizję i internet, nie muszę już chodzić do kafejki by sprawdzić pocztę czy zadzwonić.
Początki zawsze są trudne zwłaszcza jak nie wiemy co nas czeka.
Przez te lata udało mi się poznać piękne zakątki Irlandii, nauczyć się języka i zrealizować niektóre swoje marzenia. Dziś czuję się tu dobrze a przez nową technologię jestem z bliskim w stałym kontakcie. Przez skypa łącze się z Kingą, plotkujemy wykonując swoje codzienne obowiązki. Tęsknota nie jest już tak odczuwalna bo jest tu ze mną mój kawałek Polski :)
Dzięki tanim liniom lotniczym podróż do Krakowa trwa tylko 2.5 godziny.
Dziś w Cork pogoda była okropna cały dzień padał deszcz :( a wieczorem nawet była krótka burza której nigdy wcześniej nie zauważyłam w Irlandii.
Dostałam też drobny upominek z tej okazji oczywiście niebieski :)

mydło ręcznie robione

poniedziałek, 31 października 2011

Parada smoków - Dragon of Shandon Samhain Parade.

Dziś w noc Halloween byłam na paradzie Dragon of Shandon Samhain Parade, która odbyła się już po raz 6 w Cork
Jest to uliczna parada smoków, straszydeł, zombi i upiorów, celebrująca irlandzkie pogańskie święto Samhain o którym pisałam tutaj.
Parada to twórcza współpraca miedzy artystami oraz corkowską społecznością, odbywa się w zabytkowym sercu Shandon w Cork w nocy 31 października.




Spacer ze smokami to podróż pomiędzy światami żywych i umarłych, każdego roku, ludzie wychodzą na ulice, aby przyłączyć się do smoka, który przemieszcza się z jednego świata do drugiego i towarzyszących mu istot z zaświatów.




Sercem parady był 12 metrowy smok zrobiony z taśmy, animowany przez dwanaście lalkarzy,
towarzyszyły mu lampy i bębny oraz różne stwory i zamaskowane postacie z półświatka.


W tym roku rysownik William Corbett opracował mini powieść graficzną oparta na prawdziwej postaci życia Baron Spolasco. Był to ekstrawagancki znachor, który przeżył katastrofę u wybrzeży Cork i był sądzony za zabójstwo ze względu na jego interwencje medyczne. Jego historia stanowiła zarys tegorocznej parady.


The Dragon of Shandon Samhain Parade jest to zabawna impreza rodzinna i jedna z największych uroczystości tradycji święta Samhain na irlandzkiej ulicy w Cork.

piątek, 28 października 2011

Halloween

Halloween pochodzi z celtyckiego obrządku Samhain, najważniejszego celtyckiego pogańskiego święta, którego nazwa oznacza koniec lata. Święto to związane było z zakończeniem żniw i roku wg kalendarza celtyckiego (obecnie przypada na 31 października / 1 listopada).

Wierzono, że w noc wigilii Samhain duchy osób, które zmarły w ostatnim roku oraz te, które się jeszcze nie narodziły, przybywały na ziemię w poszukiwaniu żywych, by w nich zamieszkać przez okres następnego roku.
Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy natomiast odstraszano.
Celtowie gasili wszelkie ogniska, kaganki i pochodnie, żeby ich domy wyglądały na zimne i niegościnne, a poza domem wystawiali żywność dla duchów. Sami ubierali się w stare, podarte ubrania i chodzili po wsiach udając brudnych włóczęgów, dzięki czemu miał ich nie zechcieć żaden duch.

Jednym z symbolów tego święta jest wydrążona dynia w której umieszcza się światełko.
Dla irlandzkich chłopów oznaczała błędne ogniki uważane za dusze zmarłych.
Obecnie umieszcza się wydrążone i podświetlone od wewnątrz dynie z wyciętymi kształtami różnych postaci oraz, w zależności od wyobraźni domowników.

W Irlandii obowiązuje zasada, że po 1 listopada nie zbiera się dzikich owoców, bo mogą być zatrute. W regionach Szkocji, Anglii, Walii i Irlandii sprząta się mieszkanie, gasi ogień pod kuchnią, a gospodynie wykładają jedzenie i napoje, po czym wszyscy idą spać.
Kolorami święta Halloween są czarny i pomarańczowy.

środa, 12 października 2011

Harrods najsłynniejszy ekskluzywny sklep w Londynie.

Będąc w Londynie odwiedziłam również Harrodsa, luksusowy dom towarowy, najsłynniejszy ekskluzywny sklep w Londynie.
Wybrałam się tam aby zobaczyć miejsce w którym robi zakupy wiele sław m.in.: Joan Collins, Pierce'a Brosnana, Kate Winslet, Madonna, rodzina królewska i sama królowa Elżbieta.
Jego nazwa wywodzi się od nazwiska Charlesa Henrego Harrodsa, który w 1849 otworzył mały sklep spożywczy, który zyskał klientów dzięki niskim cenom i dobrej jakości sprzedawanych artykułów. Charles i jego potomkowie, rozbudowywali sklep, aż stał się ekskluzywnym domem towarowym.

W 1985 roku Harrodsa kupił egipski multimilioner Mohamed al Fayed ojca Dodiego Al-Fayeda przyjaciela lady Diany, sprawił on że sklep stał się jeszcze bardziej ekskluzywny.
William Mitchell, rzeźbiarz który został zatrudniony przez Al-Fayeda, przebudował schody ruchome w starożytnym stylu egipskim.

Mnie najbardziej urzekła hala spożywcza, gdzie wszystkie produkty są pięknie wyeksponowane a niektóre z nich to małe arcydzieła.


W oko wpadły mi drzewka zrobione z czekolady, które prezentowano się w dziale słodyczy.



W Harrodsie znajdują się dwa pomniki poświęcone Lady Dianie i Dodiemu Al Fayed, którzy zginęli w wypadku samochodowym w Paryżu w 1997 roku.
Obydwa zostały zaprojektowane przez Billa Mitchella, bliskiego przyjaciela Mohameda Al-Fayeda ojca Dodiego.
Pierwszy z nich powstał w 1998 roku są to relikwie (kielich używany w ostatniej kolacji pary oraz pierścionek 'zaręczynowy')



Otwarcie drugiego zainaugurowano 1 sierpnia 2005 roku i zawiera w sobie napis "Innocent Victims" (Niewinnym Ofiarom).

Obydwa pomniki odnoszą się do uczucia, które według Mohameda Al-Fayeda miało łączyć Dianę i Dodiego.
Harrods otrzymał patronat królewski w 1938 roku.
Na domu towarowym wisiały herby rodziny królewskiej: męża królowej księcia Edynburga, królowej Elżbiety II, Elżbiety - Królowej Matki oraz Księcia Walii. Symbole zdjęto w 2000 roku, gdy Harrods utracił prawo do posługiwania się nimi w związku ze stojącym tam pomnikiem poświęconym Księżnej Dianie i jej partnerowi Dodiemu al-Fayedowi.

Dziś w Harrods pracuje 4 tys. osób jak zawsze gotowych spełnić każde życzenie, tak samo jak to które miało miejsce w 1967 roku, kiedy pewien klient poprosił o żywego słonia.