środa, 5 grudnia 2012

Święto wolontariuszy

Dzisiaj 5 grudnia  obchodzimy jest Międzynarodowy Dzień Wolontariusza (ang. International Volunteer Day, IVD), – święto to obchodzone jest corocznie. Ustanowione zostało przez Zgromadzenie Ogólne ONZ 17 grudnia 1985 roku.
Wolontariat (z łacińskiego. voluntarius dobrowolny) –  bezpłatna, ochotnicza praca na rzecz innych lub całego społeczeństwa.
Jest to  święto tych wszystkich, którzy dobrowolnie i bez wynagrodzenia wykonują przeróżne świadczenia, angażując się w pracę na rzecz m.in. ludzi starszych, chorych, dzieci, organizacji pozarządowych i kościelnych czy administracji publicznej.


Jest taki jeden dzień w roku, styczniowa niedziela,  kiedy gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i  wszędzie można spotkać wolontariuszy.  Szkoda, że tak jest tylko raz w roku. Na co dzień niewiele osób angażuje się w wolontaryjną pracę. Są też tacy, którzy wykorzystują wolontariat dla własnych celów i pod płaszczykiem pomocy innym dążą do rozwijania własnej kariery.
Są i tacy którzy nie doceniają pracy wolontaryjnej a wręcz przeciwnie potrafią ja niszczyć.
Sama już od podstawówki udzielałam się w różnych wolontaryjnych działań, pomagałam sprzątać mieszkania starszym ludziom przed świętami, wyjeżdżam na wakacje opiekując się dziećmi, pomagałam przyjaciółce w świetlicy oraz odwiedzałam ciężko chore dzieci w szpitalu, który jest na moim osiedlu.
Organizowałam też wiele akcji charytatywnych, będą w oazie byłam animatorem diakoni charytatywnej, gdzie zbieraliśmy środki dla ludzi potrzebujących. Praca wolontaryjna towarzyszy mi również w Cork.


 Od kilku lat jestem wolontariuszem w Stowarzyszeniu MyCork w którym aktualnie prowadzę projekt "MyCork Artystycznie" oraz koordynuje kiermasz Bożonarodzeniowy, który odbędzie się już w najbliższą niedzielę przy polskim kościele w Cork. Cały dochód z Kiermaszu będzie przeznaczony na pomoc choremu na neuroblastomę (nowotwór) dwuletniemu Marcinkowi Sporek. Którego na pewno znacie, bo wiele z Was również mu pomaga, przeznaczając swoje rękodzieło na akcje charytatywne. O Marcinku i Jego zmaganiach z chorobą można przeczytać tutaj


Stowarzyszenie Mycork opiera się tylko i wyłącznie na pracy wolontariuszy, kilka aktywnie działających osób potrafi co roku zorganizować duże projekty takie jak: Festiwal Kultury Polskiej, który w Irlandii odbywa się tylko w Cork, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy czy Dni Kultury Chrześcijańskich.


Oprócz tych dużych projektów organizowanych jest wiele mniejszych spotkań, wykładów i imprez począwszy  od organizowaniu wspólnych wypraw rowerowych, klubu fotografów, mikołajek, wykładów, spotkań autorskich, itp.


Niezwykli ludzie, którzy poświęcają swój czas i serce tworzą stowarzyszenie. Znam to od środka i wiem ile czasu trzeba poświęcić i pracy na rzecz stowarzyszenia. Wszystkie funkcje w stowarzyszeniu to praca wolontaryjna łącznie z prezesem i skarbnikiem. Wiem ile czasu musi poświęcić prezes  aby stowarzyszenie mogło funkcjonować, kiedy Piotr Słotwiński  przez 2 lata był prezesem stowarzyszenia MyCork często praca na rzecz stowarzyszenia zajmowała mu tyle czasu co etat w pracy, odpisywanie na emaile, pisanie artykułów,  robienie i obrabianie, zdjęć oraz wielogodzinne rozmowy z koordynatorami itp.. Nie rzadko też  rezygnował z prywatnych wycieczek aby zdążyć na spotkanie stowarzyszenia. Był na każdym spotkaniu stowarzyszenia, robił zdjęcia i relacje, założył  też i prowadził kronikę stowarzyszenia.


 Lata intensywnej pracy, ale znaleźli się jeszcze tacy co zamiast pomagać krytykowali i przeszkadzali.
Filary stowarzyszenia to: Tomek skarbnik który prowadzi rozliczenia, a także pomaga przy wszystkich projektach. Przez wiele lat był moderatorem forum i  wiele godzin  spędzał przy komputerze na rzecz wolontaryjnej pracy stowarzyszenia.


Monika która była od początku stowarzyszenia, pełniła różne funkcje od zastępcy prezesa po redaktora naczelnego, moderatora i administratora strony. Zawsze chętna do pomocy.

  
Iza obecna prezes stowarzyszenia i koordynatorka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy świetna organizatorka balu i wielu imprez, nigdy nie brakuje jej szalonych pomysłów.

  
Witek - z pod którego ręki wychodzą wszystkie plakaty, ulotki i bilety.


W stowarzyszeniu były też osoby, które działały na jego szkodę, za to tworząc sobie doskonały PR i przypisując zasługi innych. Były też osoby, które chcą zniszczyć stowarzyszenie i wieloletnią pracę wolontariuszy. Podszywają się pod nie i kopiując niektóre projekty stowarzyszenia. Mogą one liczyć jedynie na współpracę z podobnymi sobie, którzy wolontariat traktują jako pomysł na biznes i ścieżkę kariery.
Na szczęście takie działanie jest na krótką metę bo nie może się udać coś co jest budowane na kłamstwie i oszustwie.

Wszystkim Wolontariuszom a szczególnie moim koleżankom i kolegom ze stowarzyszenia MyCork.org oraz Piotrowi Słotwińskiemu którzy od lat bezinteresownie poświęcają swój czas, dobrowolnie wyciągają rękę do drugiego człowieka pomagając innym, realizując projekty dla corkowskiej Polonii życzę dużo satysfakcji i wytrwałości.

niedziela, 2 grudnia 2012

Męskie bukiety urodzinowe

Na sobotni wieczór zostałam zaproszona na urodziny Tomka i Adama
Długo myślałam nad prezentem dla tych dwóch przystojnych panów :) Wymyślałam męski bukiet słodko-rozgrzewający :)



Bukiet Tomka zrobiłam w odcieniach złoto - czerwonym z truflami i cukierkami coffee cream. W środku bukietu umieściłam seteczkę tradycyjnej polskiej wódki "Mazowiecka Żytnia" 


Dla Adama zrobiłam podobny bukiet w kolorach żółto - zielonym. W środku bukietu umieściłam również małe co nieco na rozgrzanie :)


 Bukiet zrobiłam z białych michałków oraz pralinek coffee cram


Do bukietów zrobiłam, też świeczki  z wosku pszczelego o kształcie stożka.


Impreza była bardzo udana, mili ludzi wspaniała atmosfera i przepyszny tort upieczony przez Ewę, żonę Tomka. 


 Ewa i Tomek to niezwykli ludzie, pełni ciepła, gościnni, zawsze gotowi do pomocy i do tego prawdziwi przyjaciele. 


 Było tak miło i  czas szybko zleciał,  że się zasiedziałam,  miałam przyjść tylko na chwilę bo w tym samym czasie miałam jeszcze firmowe Christmas Party na które nie dotarłam i wcale nie żałuję.


Na koniec imprezki ostanie zdjęcie z jubilatami :) Wyszłam około 1.00 w nocy, choć gdybym dzisiaj nie musiała wstawać rano do pracy to na pewno zostałabym do samego końca :) .

piątek, 30 listopada 2012

8 lat w Irlandii i nowe mieszkanie

Dzisiaj mija 8 lat od kiedy, zamieszkałam w Irlandii. Przed wylotem przyjaciele zorganizowali mi pożegnanie, wręczając srebrny wisiorek, który jest pamiątką tego spotkania.  Ta prawdziwa przyjaźń przetrwała do dzisiaj i za każdym razem, kiedy jestem w Polsce spotykamy się wspólnie na rozmowach, imprezach czasami wyjeżdżamy na wycieczki a ostatnio gramy w gry planszowe :) Z biegiem lat nasza grupa się powiększyła, Kinga znalazła swoją miłość Kristiana i stałam się ciocią 4 przesłodkich dzieciaczków, kochanego Krzysia, słodkiego Arusia, rozkosznej Irminki i uroczego Adasia :)
Straciliśmy też wspaniałego, ciepłego i kochającego Rysia, który ciągle jest w naszych wspomnieniach i w naszych sercach.


 impreza pożegnalna przed wylotem do Irlandii

Jest ze mną jeszcze moja przyjaciółka z podstawówki Aneta, która jest dla mnie jak siostra. 
Tyle lat trwa również przyjaźń z Agatą z Jackiem, którzy są dla mnie jak rodzina.  Jestem ciocią ich wspaniałych córek Juli, Gabrysi i mojej chrześnicy Zuzi. Wieloletnia rozłąka zweryfikowała część moich znajomości, niektórzy się odwrócili inni się obrazili i zerwali kontakty. Duża część jednak ze mną pozostała Gosia z Maćkiem i 3 dzieciaczków, Dorotka, która od niedawna jest mamą ślicznej Hani, Damian i wiele innych wspaniałych osób z którymi się spotykam podczas moich wizyt w Polsce.

 Pamiętam dobrze, dzień wylotu gdyż, był to mój pierwszy lot w życiu. 30 listopada 2004 roku wcześnie rano razem z Kingą i jej koleżanką znalazłyśmy się na lotnisku w Krakowie czekając na samolot do Londynu Stansted. Tam się rozstałyśmy, Kinga i jej koleżanka jechały do siostry w Anglii a ja czekałam na samolot do Cork, gdzie był mój brat Paweł i wieloletni przyjaciel Piotr.
Na początku ciężko było mi się odnaleźć w nowym miejscu i kraju, wszystko poznawałam od nowa.
Sklepy, ulice. zwyczaje i nowy język, który wydawało mi się, że nam.

To moje pierwsze zdjęcie w Cork, przed Tesco w centrum miasta

Tęskniłam bardzo za młodszym bratem Łukaszem który został w Polsce  i moimi przyjaciółmi. Codziennie przed zakupami korzystałam z kafejki internetowej, w której były tanie rozmowy na telefony stacjonarne i dzwoniłam do domu i przyjaciół (bo internet w domu miał wtedy mało kto),

 stoję przed kafejkę internetową z której dzwoniłam do bliskich.

Przez kilka lat z moją przyjaciółką Asią codziennie wymieniałyśmy się sms-mi i na bieżąco wiedziałyśmy co u nas się dzieje, niestety od dłuższego czasu zwyczaj ten się skończył, czego bardzo żałuje bo i kontakt nasz bardzo się poluzował. Pomimo, że obydwie mamy teraz internet.
W Irlandii poznałam nowych znajomych i przyjaciół nie jest może ich tak dużo, ale za to są lojalni :)
Irlandia to piękny kraj, zwany "Zieloną Wyspą" ponieważ cały rok jest tutaj zielono. Jak dla mnie jest tu trochę za chłodno, bo większą część roku jest pochmurno i pada a ja kocham słońce.
Nie wiedziałam, jak długo tutaj będę więc w weekendy razem z Piotrem zwiedzaliśmy zakątki Irlandii.
Przez 8 lat zwiedziliśmy około 100 miast i irlandzkich miejscowości, zaraziłam Piotra wycieczkami :), które je wszystkie opisuje na swoim blogu i możecie o nich przeczytać tutaj w zakładce Irlandia.
Moja pierwsza wycieczka była do Kinsale  -  malowniczego miasteczka, z portem jachtowym i zamkiem Desmonda z 1500 roku.",  

Na zamku Desmonda w Kinsale

Druga wycieczka odbyła się do Killarney przepięknej malowniczej miejscowości, z najwyższym szczytem  górskim Carrantuohill w Irlandii, wspaniałym parkiem, i 3 jeziorami i zamkiem Ross. 


Irlandia charakteryzuje się, nie tylko pięknem przyrody, oceanem, morzem, klifami, ale licznymi zamkami i ruinami, które występują praktycznie w każdej miejscowości.


Klify Moher (irl. Aillte an Mhothair, ang. Cliffs of Moher) to jedno z najpiękniejszych miejsc w Irlandii. Zbudowane z wapieni i piaskowców, mają około 8 km długości, w najwyższym miejscu osiąga wysokość ponad 200 m."

8 lat mieszkałam w jednym miejscu,  niedawno się przeprowadziłam do nowego mieszkania w którym będę miała swój kącik na swoje robótki :) Przeprowadzka trwała prawie 2 tygodnie i 10 razy kursowałam aby przewieść wszystkie, rzeczy. Nagromadziło się tego strasznie dużo a do Irlandii przyjechałam z dwoma bagażami. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć tylko moje rzeczy do moich robótek, zajęły mi cały samochód, nie zdawałam sobie sprawy, że jest tego aż tyle.


W pierwszym dniu mieszkania w nowym mieszkaniu przez moje okno zobaczyłam tęczę :) A jak wiadomo irlandzki leprechaun chował garnek złota na końcu tęczy :)


Teraz czeka mnie wypakowywanie rzeczy z kartonów, znalezienie dla nich nowego miejsca i urządzenie mojego robótkowego  kącika. Stąd też moja nieobecność na waszych blogach :( którą, mam nadzieję, wkrótce nadrobię. 
Dziękuję również wszystkim osobom którzy pomagali mi przy przeprowadzce a szczególności Mariuszowi, który pomagał w przewożeniu i przenoszeniu rzeczy i skręcanie szafek oraz Vitowi za objaśnianie instrukcji użycia nowych sprzętów i skręcanie szafek. Dziękuję również Anecie i Kindze za słowa wsparcia i wirtualne bycie ze mną w tych dniach.

środa, 28 listopada 2012

Warsztaty z MyCork Artystycznie - szydełkowanie

W niedzielę 25 listopada odbyły się kolejne, tym razem już 3 Warsztaty z MyCork Artystycznie. Naszym gościem była Ania z bloga Kot Bury która, uczyła nas szydełkowania.


Na warsztatach robiłyśmy ocieplacze na kubki, Ania krok po kroku pokazywała nam jak zrobić łańcuszek czy słupki. Większość uczestniczek warsztatów szydełko miała pierwszy raz w ręku, więc nie obyło się bez prócia :) i ponownego szydekowania.


 Z biegiem czasu widać było efekty naszych robótek, powstawały piękne kolorowe kwiaty i kwadraty będące elementem naszego ocieplacza.


Była też z nami Zuzia najmłodsza uczestniczka warsztatów, która dzielnie uczyła się sztuki szydełkowania :)


Podczas trzy godzinnych warsztaty nie starczyło czasu by skończyć wszystkie ocieplacze, niektórym uczestniczkom warsztatów bardzo spodobała się przygoda z włączką i zaraz po powrocie do domu skończyły swoje prace.


Ja do szycia i szydełkowania zawsze miałam dwie lewe ręce i wszystkie robótki ręczne do szkoły z tego zakresu robiła dla mnie mama:) zdolności takich  niestety po mamie nie odziedziczyłam :(. Przed warsztatami byłam pełna obaw czy uda mi się cokolwiek zrobić, ale dzięki cennym wskazówkom Ani i pod jej nadzorem udało mi się wydziergać jeden kwadrat  i zacząć  kawałek drugiego do mojego ocieplacza z którego jestem dumna, choć wyszedł mi nierówno i koślawo :)


Może kiedyś mój ocieplacz zostanie skończony :) niekoniecznie przez mnie bo już prawie nic nie pamiętam ;)
Warsztaty jak zawsze bardzo udane, w miłej babskiej atmosferze spędziłam niedzielny wieczór,  nabywając nowych umiejętności :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w Cork

W sobotę 24 grudnia b.r. do Cork przybyła kopia obrazu Matki  Boskiej Częstochowskiej w ramach akcji „Od Oceanu do Oceanu” Obraz wędruje przez 25 krajów od Władywostoku do Fatimy w intencji obrony życia. Cork był ostanim miejscem które odwiedziła Matka Boża w Irlandii.


Kopia Ikony Częstochowskiej, została przyłożona do oryginału i poświęcona przez Abpa Stanisława Nowaka Metropolitę Częstochowskiego na Jasnej Górze. Przeznaczona do peregrynacji  "Od Oceanu do Oceanu" ikona  została wykonana w Polsce. Jest ona wielkości oryginału na litej, rzeźbionej lipowej desce.


Została wykonana metodą tradycyjną przy użyciu tempery żółtkowej i barwników naturalnych oraz listków 23 karatowego złota. Została też uzupełniona o elementy konieczne dla prawosławnej ikony kanonicznej, które z pewnością zniknęły podczas historycznych restauracji i przemalowań. Są to: krzyż w nimbie Chrystusa (wykonany białym złotem na złocie żółtym), zamiana jednej z lilii na gwiazdę na prawym ramieniu (gwiazdy powinny być trzy – na ramionach i czole – co oznacza, że Maryja jest dziewicą przed, w czasie i po urodzeniu Chrystusa. Trzecią gwiazdą jest Dziecię Jezus.) oraz starocerkiewne napisy w tle, oznaczające kto jest wyobrażony na ikonie. Charakterystyczną cechą tej kopii są łzy na lewym policzku Matki Bożej.
Pielgrzymka "Od Oceanu do Oceanu" jest wielkim aktem wiary w zwycięstwo, Ikona Częstochowska na Wschodzie nosi przecież tytuł: „Niepokonane Zwycięstwo”. (żródło: www.odoceanudooceanu.pl)


W Cork Matka Boża gościła przez ponad 3 godziny, odbyła się uroczysta msza święta, celebrowana przez biskupa diecezji Cork & Kerry John Buckley.


Irladczycy  licznie przybyli na peregrynację obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, czuwali i modlili się, czego nie można powiedzieć o Polakach.


 Od jednego Rodaka odprowadzjącego kopię obrazu usłyszałam słowa" W tym roku nie odwiedziłem  jeszcze Matki Bożej w Częstochowie to ona odwiedziła mnie"
Irlandia była 22 z 25 krajów do którego pielgrzymuje obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Z Cork obraz został przewieziony do Francji, a nastprzybylinie zostanie przewieziony do  Hiszpanii i Fatimy w Portugalii.

środa, 21 listopada 2012

MyCork Artystycznie - Decoupage w Gazecie Polskiej

 Miło mi jest poinformować, że w "Gazeta Polska" nr 45 z 19.11.2012 r. została opublikowana  relacja z II warsztatów MyCork Artystycznie - Decoupage które ostanio prowadziłam i o których pisałam tutaj


Warsztaty spotkały się z dużym zainteresowaniem, co mnie bardzo cieszy :) Staram się aby każda pani znalazła w nich coś dla siebie, był już scrapbooking i robienie kartki okolicznościowej, decoupage i zdobienie przedmiotów. A w najbliższą niedzielę będzie szydełkowanie i robienie ocieplaczy na kubek, idealnych  na ciepłą herbatkę w długie zimowe wieczory :)


 Warsztaty poprowadzi Kot Bury a zapowiedź warsztatów możecie przeczytać na stronie stowarzyszenia MyCork. Ja  niestety zdolności do szycia i szydełkowania nie odziedziczyłam po mojej mamie, więc nie wiem czy po warsztatach będę miała Wam się czym pochwalić ;)
Pokaże na pewno prace innych koleżanek, które takie zdolności mają :)
Wiecej zdjęć z warsztatów możecie zobaczyć tutaj

wtorek, 20 listopada 2012

Gala finałowa VI FKP, koncert Anity Lipnickiej & Johna Portera

Ostatnia niedziela w Cork była wyjątkowo brzydka, cały dzień lało i wiało. Wieczorem wybrałam się na galę finałową VI Festiwalu Kultury Polskiej zorganizowanego przez Stowarzyszenie MyCork, na którą zostałam zaproszona przez stowarzyszenie, w którym koordynuję projekt MyCork Artystycznie.


Podczas gali zaśpiewali finaliści konkursu "Acoustic Song - Konkurs Piosenki Polskiej i nie tylko". Wręczono również statuetki zwycięzcom plebiscytów na internetowym forum MyCork w kategoriach: "Osobowość forum MyCork", "Rekin Polskiego Biznesu"  oraz "Ulubiony pub/club/bar w Cork".


Galę poprowadził mój ulubieniec :) Krzysztof Byszewski, który obdarzony jest ogromnym talentem aktorskim. To On również wcielił się kiedyś w rolę Noego, podczas zabawy dla dzieci w Arce, którą zorganizowałam w ramach Dni Kultury Chrześcijańskich.


W drugiej części gali odbył się koncert Anity Lipnickiej i Johna Portera, to duet stanowiący znakomite połączenie kobiecej delikatności i muzycznej elegancji z rockowym zacięciem.


Anita Lipnicka w 1993 roku dołączyła do nieznanego wówczas łódzkiego zespołu Varius Manx. Nagrane z nim albumy „Emu" i „Elf" okazały się wielkim  sukcesem, a sama Lipnicka stała się jedną z największych gwiazd polskiej sceny muzycznej połowy lat 90. W 1996 roku zdecydowała się na karierę solową. Pierwszy album zatytułowany „Wszystko się może zdarzyć" okazał się sukcesem.


John Porter jest Walijczykiem od 1976 roku mieszkającym w Polsce. W 1977 roku razem z Korą i Markiem Jackowskim stworzyli trio o nazwie "Maanam – Elektryczny Prysznic". John grał tam głównie na gitarze akustycznej, a także towarzyszył wokalnie Korze. Po odejściu z Mannamu założył własny zespół o nazwie Porter Band. Do tej pory jego album „Helicopters" uznawany jest za jedną z ważniejszych płyt w historii polskiego rocka. Po rozwiązaniu grupy, John nagrał pierwszą płytę „unplugged" w Polsce „Magic moments". W 1999 roku powstał nowy skład Porter Band, który nagrał płytę „Electric"


Anita & John spotkali się w lutym 2002 roku, kiedy Anita została zaproszona do zaśpiewania w duecie z Johnem piosenki „For You" na jego płycie „Psychodelikatesy".  Jak się później okazało, był to początek ich nowej drogi muzycznej. Wspólny album muzyków „Nieprzyzwoite piosenki"  wydany 20 listopada 2003 roku, zyskał status Złotej Płyty i zdobył wiele prestiżowych nagród między innymi Fryderyka 2003 w kategorii „Najlepszy album". Od spotkania w 2002 roku stanowią parę zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym. Anita Lipnicka i John Porter wydali wspólnie trzy płyty, ostatnia zatytułowana „Goodbye" która powtórzyła sukces pierwszego albumu i uzyskała status złotej płyty.


Podobna wrażliwość muzyczna, harmonia głosów i dusz, melodyjne utwory, poetyckie teksty oraz niepowtarzalny i bezpretensjonalny nastrój, który stworzył dueat na koncercie w Cork oczarował publiczność.
Członkowie stowarzyszenia zarezerwowali dla mnie miejsce w pierwszym rzędzie sali co było dla mnie ogromym zaszczytem :)


Gala bardzo udana, sala wypełniona była po brzegi, wszystkie bilety na koncert zostały wyprzedane już tydzień przed galą.


Ogromny sukces stowarzyszenia MyCork, które pomimo, że liczy tylko 10 członków działa prężnie dla corkowskiej Polonii.

czwartek, 15 listopada 2012

Konkurs piosenki, wizyta gości i ciasto marchewkowe :)

W Cork trwa  VI Festiwal Kultury Polskiej organizowany co roku przez stowarzyszenie MyCork.
W niedzielę 4 listopada w Cork w ramach tego festiwalu  odbył się  Acoustic Song - "Konkurs Piosenki Polskiej i nie tylko" 
W konkursie wzięło udział 11 uczestników a poziom był bardzo wysoki. Nie chciałabym znaleść się w sytuacji jury, które musiało wybrać troje zwycięzców. Dodatkowo jury wyróżniło  troje wykonawców, gdyż poziom konkursu był bardzo wyrównany. Wręczenie nagród nastąpi 18 listopada na Gali Finałowej FKP w Cork,  laureaci konkursu będą mogli wystąpić przed koncertem zaproszonych gości: Anity Lipnickiej i Johna Portera.


Jedną z uczestniczek konkursu była nasza znajoma z Waterford Iwa Wiśniewska, która jest mistrzynią domowych wypieków, które mieszkańcy Waterford mogą nabyć co piątek na Waterford Country Market, Olaf's Hall. Po koncercie Iwę wraz z mężem Krzyśkiem oraz ich dwójkę wspaniałych dzieciaków mieliśmy przyjemność gościć pod swoim dachem. Niestety tylko jedna noc gdyż, obowiązki nie pozwoliły im zostać dłużej w Cork. Iwy i Krzysztofa przedstawiać nie trzeba - jeżeli coś interesującego i wartościowego dla Polonii dzieje się w Waterford, to oni na pewno "maczają" w tym palce. Krzysztof jest m.in. twórcą, administratorem i dziennikarzem portalu Waterpol.org. Iwa jest obecnie m.in. przewodniczącą Klubu Gazety Polskiej w Waterford. Oprócz tego: pomagają, doradzają, udzielają się wolontaryjnie w wielu miejscach. Prywatnie można Ich poznać również poprzez bloga: futraki.blogspot.com.
Od Iwy dostałam gotowy zestaw do pieczenia pierniczków na święta :)


Na wizytę gości upiekłam ciasto marchewkowe ze śmietaną z mleka kokosowego

Ciasto marchewkowe z kokosowym kremem

SKŁADNIKI:

2 szklanki marchewki utartej na drobnej tarce
1 szklanki bakalii
2 łyżki skórki pomarańczowej
2 szklanki mąki
2-4 łyżki cukru, brązowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu lub przyprawy do pierników
szczypta soli
1/3 szklanki oleju
woda w razie potrzeby

PRZYGOTOWANIE:
Marchew, bakalie zalać wrzątkiem i odcedzić wymieszać ze skórką pomarańczową. Mąkę wymieszać z cukrem, proszkiem do pieczenia, cynamonem i szczyptą soli. Następnie wymieszać mąkę z bakaliami i olejem, dodając tyle wody, aby wyszło dość gęste ciasto.
Ciasto wkładamy do formy i pieczemy około godziny w 180-190°C.

 KREM
 1  puszka długo schłodzonego mleka kokosowego ( ok 2-3 tygodnie)
2 łyżki soku z cytryny
1/2 lub 2/3 szklanki  cukru pudru
Otworzyć puszkę mleka kokosowego  i ubić z cukrem pudrem i sokiem.  Wystygłe ciasto przekroić  na pół i przełożyć kremem, na wierzchu rozsmarować resztę kremu i schłodzić w lodówce.

Ciasto wszystkim smakowało :) Wizyta bardzo udana, choć krótka :)