niedziela, 25 września 2016

Jesienny bukiet :)

Wczoraj po przyjściu do domu czekała na mnie niespodzianka :) taki oto piękny jesienny bukiet który odstałam od Piotra :) Oczywiście w bukieciku znalazły się również niebieskie kwiaty :)


W ubiegłym miesiącu dostałam od Piotra letni bukiecik o którym pisałam TUTAJ
Dzięki Piotr :)

piątek, 23 września 2016

Belgia - Charleroi

Z Polski wracaliśmy przez Belgię, tam mieliśmy pięć godzin wolnego czasu na kolejny lot do Dublina. Zamiast siedzieć na lotnisku postanowiliśmy zwiedzić pobliskie miasteczko Charleroi które znajduje sie tylko 15 minut od lotniska. Pogoda była piękna więc spacer po miasteczku był  bardzo przyejmny :)


Historia miasta Charleroi zaczyna się w roku 1666. Wiosną tegoż toku Francisco Castel Rodrigo, gubernator Niderlandów w służbie pięcioletniego Karola II, skonfiskował te tereny lokalnym lordom, by wybudować fortecę nad Sambrą. We wrześniu zmieniono nazwę z Charnoy na Charles-Roy, na cześć Karola II.


 Krótko po powstaniu miasto zostało oblężone przez Holendrów, przekazane Hiszpanom w roku 1678 (Traktat w Nijmegen), zdobyte przez Francuzów w 1693, następnie znów przekazane Hiszpanom w 1698 (traktat w Rijswijk), kolejno przejęte przez Francuzów, Holendrów i Austriaków w 1714 (Traktat z Baden). Francuski książę Conti zajął ponownie miasto w 1745, ale zostało one oddane Austrii w 1748 roku. Wtedy rozpoczął się okres dobrobytu pod rządami Józefa II. Węgiel, szkło i stal były podstawą przemysłu, który powstał w poprzednich stuleciach i teraz mógł się rozwijać.


Problemy zaczęły się ponownie w roku 1790, kiedy wojna domowa doprowadziła do powstania Zjednoczonych Niderlandów. Austriacy okupujący miasto zostali zmuszeni do wycofania po bitwie o Jemappes (6 listopada 1792), ale powrócili cztery miesiące później. 12 czerwca 1794 roku armia francuskich rewolucjonistów pod wodzą Jean-Baptiste Jourdana zajęła Charleroi i odniosła zwycięstwo w decydującej bitwie pod Fleurus. Miasto przyjęło rewolucyjną nazwę Libre-sur-Sambre (w użyciu do roku 1800). Napoleon spędził w Charleroi kilka dni w lipcu 1815 roku, przed bitwą pod Waterloo. Po porażce cały ten teren został zaanektowany przez Holandię, a wokół miasta zbudowano nowe mury obronne.


Rewolucja belgijska w 1830 roku rozpoczęła nowy okres dobrobytu, ciągle oparty głównie na szkle, metalurgii i węglu, w związku z czym region ten otrzymał nazwę "Czarny kraj" Po rewolucji przemysłowej Charleroi skorzystało na zwiększeniu zużycia koksu w przemyśle metalurgicznym. Ludzie z całej Europy przyjeżdżali do Charleroi zwabieni perspektywami ekonomicznymi, w związku z czym liczba mieszkańców gwałtownie wzrosła. W 1871 roku mury obronne zostały rozebrane.


 Ze względu na strategiczne położenie miasta nad Sambrą, w czasie I wojny światowej toczyły się o nie ciężkie walki. Po II wojnie światowej w mieście upadł ciężki przemysł. Obecnie razem z najbliższymi gminami, Charleroi jest największym miastem w Walonii i czwartym pod względem wielkości miastem w Belgii. (wikipedia)


Mieliśmy również chwilę na pyszna kawę :)


Skosztowałam również lokalnego przysmaku słynnego beligijskiego gofra.


 Podstawową różnicą pomiędzy goframi belgijskimi, a tymi znanymi w naszym kraju jest to, że powstają one nie z ciasta naleśnikowego, a z drożdżowego. Dzięki sporej ilości stopionego masła są niezwykle jedwabiste, delikatne i aromatyczne. Ich tajemnicą jest również magiczny składnik -  perłowy cukier. Dzięki niemu gofry zyskują wyjątkowy smak i przepiękną, karmelową barwę. Sprzedawane są zazwyczaj bez żadnych dodatków i są przepyszne :)

Powrót był bardzo udany :)

środa, 21 września 2016

Wakacje w Polsce

Uff ale ten czas leci prawie miesiąc mnie tutaj nie było :( w tym czasie dużo się działo, m.in. byłam na krótkim urlopie w Polsce, Kocham mój ukochany Kraków :)


Podczas spaceru nad Wisłą znalazłam skrytkę przy pomniku psa Dżoka. Historia Dżoka jest przez niektórych uważana wręcz za jedną z legend Krakowa. Opowiada o psie – czarnym mieszańcu, którego właściciel w tragicznych okolicznościach zmarł na atak serca w pobliżu Ronda Grunwaldzkiego. Pies czekał tam na swojego pana. Dokarmiany przez mieszkańców Krakowa, budził zdziwienie i sympatię. Po około roku oczekiwania, pozwolił się przygarnąć nowej właścicielce, Marii Müller, żonie Władysława Müllera. Kobieta zmarła w 1998, zaś zwierzę uciekło i wałęsając się po terenach kolejowych zginęło pod kołami jadącego pociągu. Twórcą rzeźby pomnikowej jest prof. Bronisław Chromy. Odsłonięty 26 maja 2001 r., którego dokonał pies – owczarek niemiecki o imieniu Kety. W tym momencie był to trzeci pomnik psa na świecie. Obecnie pomników takich jest więcej, także w Polsce.
Niewielki pomnik przedstawia psa, wyciągającego w kierunku widza lewą łapę. Pies znajduje się wewnątrz rozłożonych ludzkich dłoni. W założeniu symbolizuje psią wierność i ogólniej – więź zwierzęcia z człowiekiem.


Odwiedziłam również Zuzię tym razem Zuzia uczuła się szyć i sama zrobiła breloczek biedronkę.


Odwiediliśmy również rodzinę na Roztoczu, tam wybraliśmy się do miejscowości Dęby k. Lubyczy Królewskiej, gdzie znajduje się tzw. "punkt oporu „Dęby", czyli stojące w szczerym polu sowieckie bunkry wchodzących w skład Linii Mołotowa. Bunkry łatwo odnaleźć, każdy z nich znajduje się w kępie drzew, a jeden ma nawet nienaruszoną metalową kopułę.


Odwiedziliśmy również drewnianą Cerkiew św. Mikołaja w Hrebennem 
Cerkiew zbudowana została w latach 1697-1700, i przebudowana w 1882. 
Wewnątrz zachowały się fragmenty ikonostasu z XVII-XVIII w. z ikonami, malowanymi na deskach. Obok cerkwi stoi drewniana, dwukondygnacyjna dzwonnica z XVII w.
Po wojnie cerkiew została przejęta przez kościół rzymskokatolicki. W latach 1965-1984 były jednak odprawiane nieregularnie msze w rycie greckim, po 1984 regularnie. Obecnie znajduje się tutaj siedziba parafii greckokatolickiej dekanatu przemyskiego. 



 W niedzielne popołudnie udało mi się również spotkać z przyjaciólmi:)


Z Piotrem i Michałem odwiedziliśmy również wystawę Van Gogh Alive – The Experience która znajdowała się  w starym budynku Dworca Głównego w Krakowie.


Kilka słów o wystawie vangoghalive.pl/wystawa

Po Berlinie, Mediolanie, Florencji, Szanghaju, Petersburgu, Seulu, Singapurze i Warszawie nadszedł czas na Kraków – miasto, które całemu światu kojarzy się z bogactwem kultury i sztuki. Długo wyczekiwana, światowej sławy wystawa Van Gogh Alive, która na przełomie zeszłego i obecnego roku zachwyciła mieszkańców stolicy, od 20 sierpnia br. zagościła w nowo powstałym centrum wystawienniczym w Zabytkowym Budynku Dworca Głównego PKP przy Galerii Krakowskiej. Multimedialna wystawa Van Gogh Alive  jest jedyną i niepowtarzalną okazją do odkrywania twórczości malarza z nieznanej dotąd perspektywy dzięki wykorzystaniu technologii SENSORY4™. Ponad 3 tysiące dzieł mistrza wyświetlanych w formie wielkoformatowych, tętniących kolorami obrazów. Każda powierzchnia galerii – ściany, kolumny, sufit, a nawet podłoga przemieniają się w pasjonującą opowieść o życiu i twórczości mistrza. Poruszająca gra świateł i kolorów, intensywna paleta barw, nietypowe pociągnięcia pędzla czy charakterystyczna faktura obrazów oglądane z bliska oraz towarzysząca, nastrojowa muzyka pozwolą lepiej docenić kunsztowny styl malarski van Gogha i razem z nim przenieść się do Holandii, Paryża, Arles, Saint-Rémy de Provence oraz Auvers-sur-Oise gdzie powstawały jego największe arcydzieła.

Pobyt jak zawsze bardzo udany ale jak zawsze za krótki.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Kartka z okazji powrotu do Polski

Ostatnio dostałam zlecenie na kartkę dla rodziny która po 8 latach pobytu w Irlandii zdecydowała się wrócić do Polski, Czasu na myślenie nie miałam dużo, więc na szybko zrobiłam karteczkę zawierającą mapę Polski oraz irlandzkiego skrzata Leprechauna o którym już pisałam TUTAJ


W pierwszej wersji kartki mapa Polski była na białym tle ale po konsultacji z Michałem, zmieniłam kolor tła na niebieski aby mapa była bardziej widoczna. Dzięki Michał za cenne wskazówki :)


Ostatnio zauważyłam, że coraz więcej osób znowu wraca do Polski, może i na nas też nadszedł  już  czas :)
A Wam która wersja kartki bardziej się podoba?

czwartek, 18 sierpnia 2016

Pożegnanie Michała

W przed ostani dzień pobytu Michała w Cork wybraliśmy się śladami geocachingu w okolice urokliwego miasteczka Kinsale,  Tam dotarliśmy do ogrodu pamięci który został założony przez Kathleen Cait Murphy, pielegniarkę, która pracowała ponad 30 lat w Nowym Jorku.


 Po zamachy na World Trade Center z 11 września 2001 roku wstrząśnięta śmiercią 343 strażaków którzy ratowali ludzi z płonących wież aby uczcić ich pamięć, założyła na swoim kawałku ziemi  w Kinasale Ogród Pamięci, honorując każdego ze strażaków zasadzonym drzewem.


Dalej pojechaliśmy do miejscowości Ballinspittle tan  znajduje się "święte źródło", znane jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. Słynęło z tego, że jego woda pomagała odzyskać wzrok.


Kolejnym naszym przystankiem była studnia, która została odkryta w 1750 roku przez rodzinę Kearney z Garrettstown. Studzienki stosowano w leczeniu chorób skóry. Zabudowa w kształcie ula miała chronić wodę przed zanieczyszczeniami.


Na koniec udaliśmy sie na plażę :) tam spróbowaliśmy naleśnika z nutellą :)

Spacerując po plaży zamoczyłam tylko nogi w oceanie, woda była zimna ;)


Michał za to był odważnieszy i zaliczył kąpiel :)


Czas szybko zleciał i Michała pobyt w Irlandii się skończył, poleciał do Krakowa a my śledziliśmy jego lot :)


Mamy nadzieję, że Michał szybko  ponownie nas odwiedzi :) bo mamy jeszcze dużo miesc do zobaczenia :)

wtorek, 16 sierpnia 2016

Irlandia :)

W poniedziałek 15 sierpnia odwiedziliśmy Midleton,  niewielkie miasteczko w pobliżu Cork, tam przy rzeźbie "Spirits" w Bailic Park odnalazłam skrykę z zabawy terenowej geocaching :)   Pomnik ten powstał jako upamiętnienie dla Indian, którzy w 1847 roku  przekazali  ofiarom wielkiego głodu  darowiznę na łączną kwotę $ 170.
Szesnaście lat wcześniej Indianie sami stanęli w obliczu głodu i śmierci, kiedy zostali przymusowo wysiedleni ze swych rodowych ziem w Missisipi do Oklahomy. Rzeżba to konstrukcja ze stali nierdzewnej składająca się z dziewięciu orlich piór, która została stworzona  na cześć  Indian za życzliwość i wsparcie podczas irlandzkiego głodu 1847.


Kolejnym naszym celem była wioska Cloyne w której znaduje się wieża pochodząca z X wieku przy której ukryliśmy skrytkę dla wszystkich poszukiwaczy skrytek z geocaching :)


 Następnie udaliśmy się na plażę po kwiaty z okazji święta Matki Bożej Zielnej :)


Pogoda była piękna więc udaliśmy się na spacer :)


Dotarliśmy do latarnii morskiej, do której na codzień wstępu nie ma ponieważ jest to teren prywatny.


Miła Pani latarnik :) pozwoliła nam jednak wejść i zobaczyć katarnię z bliska :)


Latrnia w Roche's Point ciągle działa, więcej o jej historii możecie przeczytać na blogu Piotra


Irlandia to nie tylko zielone łąki i pastwiska jak się niektórym wydaje, zwłascza tym którzy nigdy tutaj nie byli. Ma swój urok, historię i piękne widoki. Michałowi Irlandia bardzo się podobała :) tak jak Anecie i Darkowi których serdecznie pozdrawiam i z nieciepliwością oczekuje na kolejne zwiedzanie zielonej wyspy :)

A Irlandia podobno jest taka zielona, 
jak włosy syreny o świcie...
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje szare oddałbym życie.
A Irlandia podobno, jest taka szalona, 
jak wiatr, co ma czapkę podartą...
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje nudne życie oddać warto

Kowalski
Irlandia zielona

niedziela, 14 sierpnia 2016

Niedzielnie i rodzinnie

Pogoda nam dopsiuje :) więc dzisiaj wybraliśmy się na południe Irlandii odwiedzilismy malownicze jezioro  Gougane Barra w Górach Shehy. Znajduje sie tam też niewielka kamienna kaplica świetego Finbara.


 Urocza sceneria, St Finbar's Oratory -  przepiękna kapliczka  jest bardzo popularnym miejscem zaślubin irlandzkich par.


Na wysepce, w VI wieku,  św. Finbarr założył pierwszy klasztor chrześcijański, Jednak obecna budowla, chociaz jest wierną kopia, pochodzi z XX w. Nieco starsze sa ruiny zabudowań koscielnych, pochodzacych z ok. 1700 r.


Liczne górskie źródła zasilają jezioro Gougane Barra, tam również bierze swój początek rzeka Lee. Na temat jej powstania istnieje pewna legenda. "Św. Patryk, patron Irlandii, wypędzając z wyspy wszystkie węże, przeoczył jednego; był to olbrzymi skrzydlaty wąż a nie lada zadaniem pozbycia się go obarczył św. Patryk św. Finbarra. Kosztowało to późniejszego założyciela miasta Cork trochę wysiłku, ale gada w jeziorze utopił, po czym wyrzucił jego martwe ciało a gdy to upadło na ziemię, wyrzeźbiło na niej kanał który potem wypełniła woda; tak powstała rzeka Lee."


W tym uroczym miejscu znajduje się również skrytka z gry terenoweh geocaching, którą szybko udało nam się odnaleźć :) Ta skrzynka została umieszczona jako prezent ślubny dla dobrego przyjaciela,  który wybrał to piękne miejsce na swój ślub.


Jadąc dalej natrafiliśmy na taki samochodzik :) i piękne widoki :)


 Jadąc przez przełęcz Caha Pass prowadzącą przez dwa hrabstwa Cork i Kerry przejeżdżamy przez tunele,  które zostały wykute ręcznie w czasach Wielkiego Głodu w Irlandii. Najdłuższy z tuneli wynosi około 200 metrów.


 Z powodu głodu Irlandczycy zaczęli emigrować do Ameryki Północnej, urzędnicy hrabstw Cork i Kerry postanowili  połączyć drogę łączącą oba hrabstwa, tym samym chcąc zapewnić pracę najuboższym wyspiarzom i zapobiec masowej emigracji.


Jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych hrabstwa Kerry jest domek Molly Gallivan's który również odwiedziliśmy :) Został on  odbudowany i przeniesiony z pobliskich tunelów.


Molly Gallivan  w najgorszym okresie dla Irlandii była symbolem zaradności, W czasie Wielkiego Głodu umarł jej mąż i została sama z siódemką swoich dzieci, które musiała wyżywić. W tym czasie w hrabstwie Kerry była praca jedynie dla mężczyzn  przy budowie tuneli.


Molly mimo złej sytuacji finasowej nie załamała się i postanowiła sprzedawać produkty rolne ze swojego gospodarstwa.  Na początku sprzedawała je robotnikom którzy pracowali  przy wykuwaniu  tunelu a gdy droga była już otwarta  wszystkim tym, którzy zatrzymywali się przy jej domku, .


Obecnie w domku znajduje się sklep z pamiątkami.


Tuż przy domku znajduje się gospodarstwo Molly które można zwiedzać oraz poznać warunki codziennego życia w dawnych gospodarstwach Irlandii.


Na skrawku pola spotkaliśmy przesymatyczne dwa osiołki :) Michał który kocha zwierzęta był bardzo zadowolany z tego spotkania :)


Po zwiedzaniu zjedliśmy pyszne domowe waniliowe lody z chatki Molly Gallivans i ruszyliśmy dalej :)


Ostatnim etapem naszej wycieczki był Bonane Heritage Park.  Położony w miejscu, gdzie Ring of Beara spotyka się z Ring of Kerry. Dwau kilometrowy spacer w pięknym i historycznym miejscu pozwala poznać wiele archeologicznych skarbów.


W parku możmy zobaczyć m.in. starożytny kamienny krąg czy ruiny domu z czasu wielkiego głodu i
 nieurodzaju ziemniaków z 1840 roku.


Niedziela była bardzo udana i pełna wrażeń :)